sobota, 21 grudnia 2013

















ZDROWYCH, WESOŁYCH I POGODNYCH
ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA ORAZ
POMYŚLNOŚCI W 2014 R. ŻYCZY:

SOŁTYS, RADA SOŁECKA ORAZ STOWARZYSZENIE STARY LAS

środa, 11 września 2013

Biesiada Dożynkowa w Grodzie Kasztelańskim




W niedzielę 8 września odbyła się biesiada dożynkowa wraz z otwarciem zrewitalizowanego Grodu Kasztelańskiego. Podczas biesiady przy ognisku swoje podziękowania za ciężką pracę rolników składał Burmistrz Głuchołaz oraz przewodniczący Rady Gminny. Ponadto podziękował społeczeństwu wsi za to, że stworzyli takie miejsce jak zrewitalizowany Gród Kasztelański, gdzie każdy mieszkaniec Starego Lasu, gminny, powiatu, czy rowerzysta podążający Szlakiem Czarownic może przystanąć odpocząć, czy zrobić ognisko.

Dziękujemy mieszkańcom Starego Lasu, że tak licznie uczestniczyli w biesiadzie i mamy nadzieję, że również dobrze się bawili. 

Dziękuję wszystkim tym osobom, które pomogły w organizacji tej imprezy oraz przy rewitalizowaniu grodu.
M. W.


Zdjęcia dostępne w galerii zdjęć, zapraszamy do oglądania.

niedziela, 8 września 2013

Dożynki Gminne 2013



31 sierpnia w Charbielinie odbyły się Gminne Dożynki. Stary Las reprezentowało Koło Gospodyń Wiejskich, OSP Stary Las oraz Sołtys i mieszkańcy Starego Lasu.

Zdjęcia z dożynek znajdują się pod linkiem:
http://sdrv.ms/17LCzur

Biesiada w Grodzie


Dzisiaj o godzinie 16, w Grodzie Kasztelańskim odbędzie się Biesiada Dożynkowa przy Ognisku. Serdecznie Zapraszamy.

sobota, 31 sierpnia 2013

Mecz Siatkówki






30 sierpnia na boisku obok remizy strażackiej odbył się mecz piłki siatkowej. Gospodarzami była młodzież Starego Lasu, natomiast Gośćmi młodzież Kępnicy.

Zdjęcia dostępne są w galerii zdjęć, zapraszamy do oglądania.

środa, 10 lipca 2013

Sprzątanie boiska

W dniach 8-9 lipca odbyło się porządkowanie boiska przy remizie oraz montaż zestawu do gry w siatkówkę. Wszystkim którzy pomogli, serdecznie dziękujemy.






sobota, 6 lipca 2013

Sprzątanie Grobu Zamordowanych Więźniów Na Cmentarzu Parafialnym

Przed sprzątaniem



Po sprzątaniu


Mogiła na cmentarzu w Starym Lesie zawiera ciała 72 więźniów ewakuowanych z obozu Auschwitz - Birkenau. Więźniowie zostali zamordowani przez hitlerowców w kilku miejscach w Starym Lesie i pochowani w zbiorowej mogile w lasku znajdującym się przed lasem lipowskim. Po wojnie przeprowadzono ekshumacje i przeniesiono ciała do mogiły widocznej powyżej. Ekshumacje przeprowadzili pozostali na tym obszarze Niemcy. Mogiła wpisana jest do rejestru zabytków.

piątek, 24 maja 2013

Rzepakową porą

Miesiąc maj to wyjątkowy okres w Starym Lesie. To okres kwitnięcia rzepaku, czas żółtego koloru.  







W Europie Środkowej, w tym także w Polsce, rzepak jako roślina uprawna pojawił się około XVI wieku. Prawdopodobnie powstał z przekrzyżowania się kapusty z rzepikiem (Krzymański 2000). Pierwsze dane statystyczne dokumentujące uprawę rzepaku pochodzą z 1811 roku (Pietruszyński 1949). Z materiałów tych dowiadujemy się, że rzepak był już wtedy uprawiany w wielu gospodarstwach w „Kaliskiem, Warszawskiem, na Kujawach, w Sandomierskiem, Poznańskiem, Płockiem, Lubelskiem, Siedleckiem, Łomżyńskiem, Bydgoskiem i Krakowskiem".
Tendencje wzrostowe w produkcji trwały do lat 60. XIX w. Uzyskiwane w tym czasie plony wahały się od 5 do 11 dt/ha. Uprawiano również rzepik, sporadycznie podejmowano też próby uprawy rzepaku jarego.
Według danych Rocznika Statystycznego GUS średnia powierzchnia uprawy rzepaku i rzepiku w Polsce w okresie 1909-1913 wynosiła 30 tyś. ha. W latach 1930-34 uprawiano w Polsce, w jej obecnych granicach, około 34 tyś. ha rzepaku i rzepiku. Od tego okresu poprawia się koniunktura i wzrost zainteresowania uprawą - w końcu lat 30. ubiegłego wieku powierzchnia uprawy rzepaku przekroczyła 60 tyś. ha.

Trudno o jednoznaczne wskazanie daty, którą można by przyjąć jako początek zorganizowanej hodowli rzepaku w Polsce. Pierwsze liczące się osiągnięcie w tym zakresie wiążą się z założoną w 1891 r. firmą hodowlaną A. Stieglera w Sobótce, gdzie powstała pierwsza krajowa odmiana rzepaku, dominująca w produkcji w okresie międzywojennym i uprawiana także po wojnie, Sobótka, znana też jako rzepak Sobótkowski.

W okresie międzywojennym popularne i dobrze plonujące w polskich warunkach były niemieckie odmiany rzepaku: Lembkego i Janetzkego. O przydatności do uprawy w warunkach Polski często decydowała zimotrwałość. Pod tym względem wyróżniały się polskie odmiany miejscowe Wołyński Nadwiślański, Bydgoski i rzepik Łęcki.

Do rozwoju uprawy rzepaku przyczyniło się wprowadzenie środków chemicznym do walki ze słodyszkiem, który w niektórych latach szczególnie sprzyjających jego rozwojowi potrafił zniszczyć do 80% plonu. Już w 1950 r. łączna powierzchnia zbiorów roślin oleistych wynosiła w Polsce 130 tyś. ha, z czego rzepak i rzepik stanowiły około 100 tyś. ha (Dembiński 1955).

Po ulepszeniu, w wyniku prac hodowlanych, zimotrwałości rzepaku ozimego i dopracowaniu technologii uprawy, plonujący o 30% niżej rzepik ozimy został wyeliminowany z uprawy, podobnie jak i nisko plonujący rzepak jary. Udział rzepaku w powierzchni zasiewów roślin rolniczych do końca lat 50. ubiegłego wieku nie przekraczał 1%, dopiero po 1960 r. jego udział znacznie wzrósł (rys. 1).

Mimo pewnych wahań wynikających głównie z anomalii klimatycznych (lata 1970, 1979, 1982), tendencja wzrostowa w produkcji rzepaku trwała do 1989 roku. Wówczas udział rzepaku w strukturze zasiewów wyniósł 4%, a powierzchnia zasiewów 570 tyś. ha. W latach 80. ubiegłego wieku zbiory wynosiły 750-800 tyś. ton i w pełni zaspokajały zapotrzebowanie krajowego przemysłu tłuszczowego. Od początku lat 90. zaznaczył się bardzo wyraźny regres w produkcji; zmniejszyła się powierzchnia uprawy, pogorszył poziom agrotechniki, zmniejszyły plony, zbiory oraz opłacalność uprawy. W 1993 r. plony spadły do poziomu 1983 roku. W ostatnich latach XX w. powierzchnia zasiewów rzepaku z roku na rok ulegała znacznym zmianom, w zależności od zmieniającej się koniunktury, wahając się od 300 do 600 tyś. ha.

W hodowli rzepaku Polska zajmuje liczące się miejsce w skali światowej. Z Polski, a właściwie z IHAR, wywodzą się materiały hodowlane stanowiące podstawowe źródła hodowli jakościowej. W IHAR powstała pierwsza na świecie niskoerukowa odmiana rzepaku, a nowe typy odmian były wprowadzane do uprawy w Polsce w tym samym czasie, co w Kanadzie i w Europie Zachodniej.

Sukcesy w hodowli rzepaku związane były głównie z hodowlą jakościową, a efektem postępu hodowlanego był wzrost wartości żywieniowej produkowanego oleju i wartości paszowej śruty poekstrakcyjnej. Dzięki temu rzepak ozimy stał się jedną z głównych roślin przemysłowych, oleistych i paszowych zarazem.






Tekst:
Prof. dr hab. Edward Arseniuk
Dr Tadeusz Oleksiak
Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Radzikowie

sobota, 6 kwietnia 2013

OGŁOSZENIE


OGŁOSZENIE



URZĄD MIEJSKI W GŁUCHOŁAZACH INFORMUJE O KONSULTACJACH DOTYCZĄCYCH WYPEŁNIANIA DEKLARACJI O WYSOKOŚCI OPŁATY ZA GOSPODAROWANIE ODPADAMI KOMUNALNYMI Z WŁAŚCICIELAMI NIERUCHOMOŚCI POŁOŻONYMI NA TERENIE SOŁECTWA STARY LAS W SZKOLE PODSTAWOWEJ W STARYM LESIE W DNIACH:


DZIEŃ
GODZINA
11.04.2013 r. - CZWARTEK
1400- 1830
12.04.2013 r. - PIĄTEK
1400- 1830
16.04.2013 r. - WTOREK
1000- 1430

niedziela, 3 marca 2013

ZWYCZAJE I OBRZĘDY WIOSENNE NA ŚLĄSKU OPOLSKIM


ZWYCZAJE I OBRZĘDY WIOSENNE







Najbardziej charakterystyczne dla Śląska są zwyczaje i obrzędy wiosenne, ponieważ w nich zachowało się najwięcej zjawisk reliktowych. Obrzędy te są mocno związane
z wierzeniami agrarnymi i hodowlanymi, a ich głównym celem jest zapewnienie urodzaju.
W okresie wiosennym wszystkie obrzędy podporządkowane są oczyszczaniu, zrzucaniu zła, choroby, zimy.

Środa popielcowa. Wielki post

Środa popielcowa otwiera cykl zwyczajów wiosennych, który kończą Zielone Świątki.
Czasem wielkiego postu i czasem męki pańskiej nazywa liturgia Kościoła katolickiego okres o Popielca do Wielkanocy, trwający blisko siedem tygodni. Ludność nadawała własne nazwy sześciu poszczególnym niedzielom poprzedzającym święta wielkanocne - były więc niedziele: sucho (chudo), głucho (tłusto), czorno, bioło (środopostno), marzanno (marzanio) i palmiano (kwietno).

Obrzędy ludowe przypadające na cały okres Wielkanocy obfitują w wiele elementów pochodzących z tradycji kościelnej, co tłumaczy się ilością świąt i obrzędów wielkanocnych oraz ich rangą w liturgii kościelnej.

Z wielkim postem związane są zachowane do dziś liczne zwyczaje i przesądy ludowe.
Umartwianie się przez ścisły post było dawniej dość rygorystycznie przestrzegane przez Ślązaków. Informacje dot. wielkiego postu z k.XIX w. mówią o dużej surowości, z jaką "suszono" przez cały okres postu, zwłaszcza w piątki oraz wszystkie dni Wielkiego tygodnia, z Wielkim Piątkiem na czele.

Potrawy wielkopostne nie różniły się dawniej od pożywienia całorocznego, gdyż jadano wtedy przeważnie jałowo - okrasa byłą stosowana od święta, rzadko też i mało spożywano mięsa. W środę popielcową i w Wielki Piątek jadano tylko raz dziennie, nie wolno było spożywać nawet mleka - tylko dla dzieci robiono wyjątek. Codziennymi potrawami były: żur z "knulami", "krupy pogańskie", zupa "knulowa", jagły, gorzka kawa zbożowa, chleb, olej roślinny, kwas z kapusty i kapusta, karpiele gotowane, polewka z suszonych owoców. Powszechne było wyparzanie naczyń kuchennych lub szorowanie ich popiołem, aby do pokarmów nie dostała się ani odrobina tłuszczu, a niektóre gospodynie miały nawet osobny zestaw garnków tylko na postne jadło. Już przed I wojną surowość postna zaczęła wyraźnie łagodnieć - najpierw dopuszczono mleko ( z wyjątkiem środy i piątku), później również jajka, masło i ser. Popularne stały się śledzie marynowane z ziemniakami lub chlebem, zupa ścierka (zacierka). Ale w dalszym ciągu grzechem było objadanie się w dni postne - stale należało odczuwać głód.

Dawniej w wielu śląskich miejscowościach w tym dniu kończono zabawy ostatkowe, a popielec uchodził za święto kobiet - wszędzie tam, gdzie nie zdołano w czasie ostatków zorganizować combru, czyniono to w środę popielcową.



Topienie marzanny. Gaik

W niedzielę marzanią (IV wielkiego postu) obywał się obrzęd topienia marzanny (we wsiach o większych wpływach kultury niemieckiej marzannę palono).W dniu tym słomianą kukłę ubraną w śląski strój zatykano na wysokiej żerdzi i przy śpiewie wynoszono poza granice wsi (szło przecież o to, aby zło wypędzić poza wieś), a potem wrzucano do wody, topiąc w ten sposób śmierć, zimę, choroby i wszelkie zło. Marzania niedziela uchodziła za dzień pechowy - wierzono, że w tym dniu łatwo się utopić, nie powinno się wtedy również chrzcić dzieci. Jeśli w czasie pochodu marzanny przez wieś kukła zajrzała komuś w okna, zapowiadało to rozmaite nieszczęścia, dlatego też starano się obdarować młodzież, aby kukłą nie miała "chęci" zajrzenia w okno.

Marzannę topiła młodzież, choć bywało, że dziewczęta stroiły swoją kukłę ubraną w strój kobiecy, a chłopcy - kukłę ubraną w strój męski, tzw. marzanioka. Marzanioka sporządzały też kobiety, wypędzając w ten sposób najbardziej dokuczliwą chorobę męską - alkoholizm (Zawadzkie i okolice).

W niektórych częściach Śląska (też na Opolszczyźnie) topienie marzanny oraz chodzenie z zielonym gaikiem było jednym zwyczajem składającym się z dwóch etapów. Po pożegnaniu zimy - marzanny - wracano do wsi z wiosną - gaikiem. Gaik jako wiecznie zielone drzewko jest symbolem życia. Dziewczęta wnosząc go do wsi śpiewały np.: „Nasz gaik zielony / Pięknie przystrojony / Na naszym gaiku malowane jajka / Co je malowała opolska kacmarka". Gaik ozdobiony był barwnymi wstążkami i kolorowo pomalowanymi wydmuszkami jajek. Chodzono z nim od domu do domu, oznajmiając wszystkim wiosnę. Za wiadomość dziewczęta otrzymywały jajka, słoninę lub pieniądze.
Gałązki gaika wtykano do drzwi stodoły, stajni, w różne miejsca domu,
gdyż wierzono, że są one dobrym środkiem zabezpieczającym przed złem, gradem
i piorunami. Obecnie święto topienia marzanny i gaik obchodzony jest głównie przez dzieci i młodzież szkolną i jest jednym z elementów obchodu święta wiosny w dniu 21 marca.



Niedziela Palmowa

W ostatnią niedzielę przed Wielkanocą, zwaną Niedzielą Palmową (Palmiano, Kwietno, Wierzbno, Letnio), starym zwyczajem do dziś aktualnym święci się w kościele "palmowe" gałązki - kocianki. Robi się je przeważnie z wierzby "kokocyny", czasem z orzeszyny i z rokity. Aby gałązki zdążyły zakwitnąć i puścić bazie, zrywa się je wcześniej - dwa - trzy tygodnie przed niedzielą Palmową - i umieszcza w wodzie. Dawniej zrywano 3-4 lub 5-6 gałązek dł. ok. 30 cm, przewiązując je wąską wstążeczką, najczęściej czerwoną (kolor czerwony chronił od uroków). Dawniej wiązano je również rzemieniem od bata (hajką od bicza), aby konie były tłuste. Niegdyś do gałązek nic nie dodawano, ale obecnie palmy zatracają swój tradycyjny styl na rzecz barwnych kompozycji z baziami, suchymi kwiatami, czasem sztucznymi i farbowanymi trawami, związanych kolorowymi wstążkami.
W dalszym ciągu palmy wielkanocne mają różnorakie zastosowanie, co wiąże się z starym kultem "rózgi życia" - zielonej i młodej gałązki, symbolizującej odżywanie przyrody. Głęboka jest wiara w cudowną i uzdrawiającą moc zielonej gałązki.
Święcenie palm odbywa się na pamiątkę tryumfalnego wjazdu Chrystusa
do Jerozolimy, której mieszkańcy przywitali Mesjasza gałązkami palmowymi.
Jeden ze zwyczajów związanych z niedzielą palmową - uderzanie się poświęconymi gałązkami, ma być pamiątką biczowania Chrystusa. Zwyczaj ten niepochwalany przez kościół, obecnie jest rzadko spotykany. Zwyczajowo uderzano palmą bydło prowadzone
na pierwszy wypas, aby było zdrowe, a złe moce nie miały do niego dostępu.
Palmy wielkanocne miały również moc leczniczą - powszechny był zwyczaj połykania bazi, żeby gardło nie bolało i aby nie szkodziło zbyt obfite jedzenie wielkanocne. Jeszcze dziś zwyczaj ten jest powszechnie znany, choć rzadziej wykorzystywany.
Innym zwyczajem było zatykanie w polu krzyżyków wykonanych z palm wielkanocnych. Czyniono to w Niedzielę Palmową lub w Wielkim Tygodniu lub
w pierwsze święto wielkanocne, aby Bóg pobłogosławił urodzaj. Miejsca, w których umieszczano krzyżyki skrapiano wodą święconą i odmawiano modlitwę. Dziś obrzęd ten obchodzony jest m.in. w Sternalicach i Pietrowicach, gdzie w Niedzielę Wielkanocną zatykanie krzyżyków obchodzone jest uroczyście - pola objeżdżane są przez gospodarzy na koniach, w obecności księdza.
Palmy zatyka się również w domu: za święte obrazy, za krzyż, nad drzwiami
i w zabudowaniach gospodarskich : pod dachami obory, stodoły, aby chronić dobytek przed piorunami, a zwierzęta przed chorobami i żeby dobrze się chowały.
Pamy wystawiane są (podobnie jak zapalone gromnice) w czasie burzy na oknie lub wrzucane po trochu do ognia, żeby piorun nie wleciał przez komin. Umarłemu kładzie się palmę do trumny. Palmy nie zużyte, zeszłoroczne spala się w ogniu, ponieważ niczego, co poświęcone nie można wyrzucać.
Dawniejszym wierzeniem związanym z Niedzielą Palmową jest przekonanie, że w tym dniu łatwiej jest zdobyć pieniądze, ponieważ złe moce słuchające mszy, tracą kontrolę nad skarbami. W czasie mszy otwierają się wtedy lochy ze zbójnikami i zaklętymi skarbami. Wierzenia te stały się zaczątkiem licznych opowieści ludowych o skarbach.



Wielki tydzień

W liturgii kościelnej tydzień ten nazywa się czasem męki pańskiej, lud zaś mówi o Wielkim Tygodniu, a nazwa ta utrzymuje się od dawna, używa jej chętnie również kościół.
Zwyczaje wielkotygodniowe pozostają w licznych związkach z obrzędami i świętami kościelnymi, co jest zrozumiałe wziąwszy pod uwagę ich nagromadzenie w tym czasie i ich rangę.
W tradycji ludowej każdy dzień Wielkiego Tygodnia ma swoje znaczenie, obrzędy i przesądy, ale te w odróżnieniu od wciąż żywotnych obrzędów i zwyczajów są współcześnie prawie niespotykane. Nie przestrzega się obecnie zasady nie rozpoczynania w tym czasie żadnych prac polowych, choć rolnicy starają się ukończyć prace do południa Wielkiego Czwartku. W Wielkim Tygodniu, a zwłaszcza w Wielki Piątek nie należy głośno mówić, krzyczeć, czy śpiewać.
Dawniej wierzono również, że każdy, kto umrze w Wielkim Tygodniu idzie wprost do nieba, ponieważ niebo jest wtedy otwarte.

Wielka Środa

Wielka Środa, zwana też żurową strzodą jest pierwszym dniem Wielkiego Tygodnia, które ma własne zwyczaje ludowe. Na Śląsku są to: palenie żuru (palenie skoczek, skrobaczek) i wypędzanie Judasza.
Palenie żuru jest starym zwyczajem, które miało miejsce gł. na Opolszczyźnie, a polegało na bieganiu po polach z zapalonymi miotłami, aby zboże lepiej rodziło i prędzej ziarna zaczęły twardnieć. Wieczorem na wzgórzach palone są ognie - na wzgórza przychodzą chłopcy ze starymi miotłami, które napchane są szczapami oblanymi smołą lub żywicą. Te miotły, czyli skrobaczki zapalają i jak z pochodniami biegają po wzgórzach i polach wołając: „żur palę, buchty chwalę, co krok to snop". Zapalają też wiechcie słomiane na wysokich żerdziach, obnosząc je między pochodniami. Niedopalone miotły znoszone były na jedno wielkie ognisko, a w niektórych wsiach znoszono do ogniska również wszelkie śmieci z obejścia i pól, resztki słomy itp. Potem wśród śpiewu rozchodzono się do domów. Obchód ten jest widowiskiem dla całej wsi - mieszkańcy schodzą się w pola, aby przypatrzeć się zabawie.
Mniej rozpowszechnionym zwyczajem praktykowanym dawniej na Śląsku w Wielką Środę było wypędzanie lub palenie Judasza. Po psalmach recytowanych po południu w kościele młodzież męska urządza przy pomocy piszczałek i taczek ogromny hałas, co miało symbolizować trzęsienie ziemi podczas śmierci Chrystusa. Jeden z uczestników obrzędu ubrany w czerwoną kamizelkę udawał Judasza, którego wśród hałasu wypędzano z kościoła.
Odmianą tego obrzędu było palenie Judasza - kukły przed kościołem lub w polu, a proch z kukły rozsiewano po polach na urodzaj.
Przesądem związanym z Wielką Środą było przekonanie, że podczas wieczornego dojenia nie może paść światło krowom na czoło, gdyż zmądrzałyby one i nie dawały mleka, dlatego niektóre gospodynie zasłaniały krowom oczy.



Wielki Czwartek

Najpopularniejszym zwyczajem wielkoczwartowym było chodzenie z tzw. klekotkami, klepaczkami czy grzechotkami, czyli drewnianymi kołatkami. W kościele kołatki stosowano zamiast dzwonów na znak żałoby, zdrady Judasza i początku męki Chrystusa - począwszy od połowy mszy czwartkowej (po "Gloria") aż do południa Wielkiej Soboty. Mówiono,
że dzwony kościelne na ten czas poszły do Rzymu lub, że zostały zawiązane w wieży lub, że przestały bić, ponieważ powinna ustać wszelka radość i ma być post.
Z klekotkami chodzili dookoła kościoła i po wsi chłopcy, często ministranci. Z kołatkami chodzono w południe, gdzie indziej nawet trzy razy w ciągu dnia. Zwyczaj ten odchodzi i spotykany jest obecnie sporadycznie.
Z Wielkim Czwartkiem wiązało się szereg wierzeń i przesądów. Popularne było przekonanie o szczególnej aktywności czarownic odbierających pożytek z bydła. Dzień ten był dogodny do uprawiania białej magii, np. przepędzania kretów - w tym celu gospodarz chodził po polu i uderzając drewnianym kołkiem o ziemię wymawiał zaklęcie. Dobrze było siać w tym dniu jęczmień i len, ale nie można było wywozić na pole obornika. Nie należało ciężko pracować od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty. Nie wolno było zmieniać w tym dniu pościeli, bo w domu zalęgłyby się pchły. Kobiety brzemienne nie mogły wychodzić z domu, ponieważ jeśli z powodu ich wyglądu naśmiewałby się młody mężczyzna, dziecko mogłoby być głupkowate.



Wielki Piątek

Wielki Piątek był najbogatszy w obrzędy i przesądy ludowe. Duża ich część związana była z obrzędowością kościelną, szczególnie wtedy rozbudowaną i oddziałującą
na wyobraźnię ludu. Wiele zabiegów wiąże się z medycyną ludową i codzienna pracą.
Powszechnie praktykowanym i starym zwyczajem było obrzędowe obmywanie się w rzece, strumyku, czy stawie. Aby obmywanie przyniosło pożądany skutek, należało przestrzegać szereg zakazów i nakazów - trzeba było się myć przed wschodem słońca w wodzie płynącej z zach. na wsch. i w całkowitym milczeniu. Nie wolno było mówić ani przed myciem się, ani w drodze powrotnej do domu, dlatego wodę tę nazywano cichą wodą. Woda na ciele winna sama wyschnąć, inaczej traciła swoją moc. Woda miała działanie przede wszystkim zdrowotne : skóra po umyciu miała być miękka, cera piękna i bez piegów. Woda ochraniała od wielu chorób skórnych i ocznych, skutecznie leczyła wrzody. Kto się wykąpał w tej wodzie miał być zdrów i wesół przez cały rok. Powagi dodawała modlitwa odmawiana przed i po umyciu się. Modlono się na kolanach, z twarzą zwrócona ku wschodzącemu słońcu. Po powrocie do domu, każdy wypijał kieliszek tatarczówki (wódki, w której moczono korzenie tataraku), która miała chronić od bólów żołądka. Wg powszechnej opinii każdy, kto chciał być zdrowy przez cały rok w Wielki Piątek winien napić się wódki, a kto się nie napije będzie pijakiem przez cały rok.
Dawniej w rzece pławiono również konie i ucinano im grzywy i ogony, aby zabezpieczyć zwierzęta przed groźnymi chorobami.
Zwyczaj kąpania się ludzi i zwierząt źle był widziany przez władze, które widziały w nim nie tylko przejaw zacofania, ale też niebezpieczeństwo dla zdrowia. Dlatego już na pocz. XX w. wydano zakazy i zwyczaj ten stał się mniej powszechny.
Kto w Wielki Piątek stanie na żelazie, temu nogi nie będą "obierały" - a to na pamiątkę męki Chrystusa, którego przybito gwoździami do krzyża. Kto chciał mieć zdrowe nogi, a w szczególności uchronić je przed nagniotkami winien był chodzić wtedy po nawozie. Przeciw wszelkim wypryskom na ciele skuteczna była maść, którą w Wielki Piątek wyrabiano z pączków topolowych smażonych na maśle, maść ta miała również przyśpieszać porost włosów.
W celu zapewnienia urodzaju palono - podobnie jak w Wielki Czwartek - próchno ze starego drewna i dymem okadzno pola, a popiół rozsiewano. W przekonaniu ludu w Wielki Piątek drewno jest najtwardsze i najmocniejsze, dlatego starano się w tym dniu nagromadzić zapas drewna potrzebnego do wyrobu różnych narzędzi gospodarskich. Wierzono np., że młotek z trzonkiem wykonanym lub ściętym w Wielki piątek nie będzie ciążył w pracy. Młode mężatki wykonywały w tym dniu pierścionki weselne z drewna jabłoni, co miało zagwarantować trwałość i szczęście w małżeństwie.
Wielki Piątek obfitował jeszcze w wiele innych przesądów, wróżb i praktyk magicznych. W tym dniu podatnym na czary można się było również skutecznie przed nimi zabezpieczyć. Z rana należało narysować kredą na wszystkich dniach trzy krzyżyki, co miało chronić przez cały rok gospodarstwo od zmory i złych ludzi. Czyniono również praktyki mające na celu uzdrawianie - zaklinano chorobę do wywierconego w tym dniu otworu w drzewie. Jeśli po zaklejeniu dziury drewno się zrastało, było to znakiem, że stan zdrowia chorego może się poprawić.
Skuteczne miało być wielkopiątkowe rzucanie uroku, aby więc się przed nimi ustrzec należało do wypowiadanych pochwał dodawać "bez uroku". W tym dniu nie wolno było niczego z domu sprzedawać, bo majątek by się zmarnował. Przed napadami jastrzębi na kury chronić miał pobielony garnek wywieszony na płocie, jak również obcięcie przez gospodynię grzebienia kury i posmarowanie grzebieni wypływającą krwią. Drzewom owocowym, które nie rodzą należało przyciąć najgrubszy korzeń lub przeciąć korę i obwiązać ranę szmatą - wtedy ponownie obrodzą.
Gospodarz, który chciał się ustrzec przed złodziejami powinien obejść dom trzy razy dookoła i zmówić pięć razy "Ojcze Nasz" i pięć razy "Zrowaś Mario". Zachowanie ścisłego postu przez cały dzień miało zapewnić zdrowie przez cały rok.
W Wielki Piątek można było również stawić horoskopy pogodowe: grzmot lub deszcz oznaczał urodzaj, a zwłaszcza dużo paszy dla bydła, deszcz zapowiadał też rok suchy i na odwrót - pogoda wróżyła mokry rok, dobry urodzaj zapowiadała też poranna rosa na szybach lub drzewach, mróz w nocy - dobre sianokosy, a mróz w dzień obfity zbiór fasoli, wycie psów - bogate roje pszczele.
Dość powszechnym zwyczajem jest odwiedzanie bożego grobu, a ambicją każdej parafii było jak najpiękniejsze przystrojenie grobu. Czuwanie przy bożym grobie i organizowanie przy nim straży jest nawiązaniem do dawnych widowisk pasyjnych, które w dawniejszych wiekach odbywały się w kościołach. Współcześnie straż tworzą ministranci, strażacy, a przede wszystkim wierni, odbywający straż grupami.
Obecnie rolnicy na Śląsku nie przestrzegają tak rygorystycznie zakazu prac polowych, ale wciąż nie wywożą na pola obornika, a gdzieniegdzie utrzymuje się przekonanie, że w tym dniu dobrze jest siać i sadzić ziemniaki.
Widoczny jest w tej wiosennej obrzędowości sens wegetacyjny, dążenie
do zapewnienia sobie przychylności życiodajnych sił przyrody zmartwychwstającej
z zimowej martwoty. Stąd obecność i żywotność takich symboli życia, jak gałązka wierzbowa i woda.



Wielka Sobota

Do tradycyjnych obrzędów wielkosobotnich należy święcenie ognia, wody oraz potraw przygotowanych na święta.
Poświęcenie "nowego ognia" symbolizującego światło Chrystusowe zostało przyjęte przez kościół z dawnych zwyczajów pogańskich. Ogień jest środkiem odstraszającym złe moce i symbolem oczyszczającym, te atrybuty zachował do dziś. Po poświęceniu ognia kapłan zapala świecę paschalną, od niej wierni zapalają świece przyniesione z domów. Służą one podobnie jak gromnice do odpędzania burzy oraz konającym w chwili śmierci.
Drugim obrzędem mającym miejsce w Wielką Sobotę w czasie nabożeństwa
jest święcenie wody. Kościół święci wodę na swój użytek (do chrztu) oraz na potrzeby wiernych. Wierni napełniają poświęconą wodą naczynia i zanoszą ją do domu. Woda stosowana była w magii leczniczej, "deszczowej" i w zabiegach oczyszczających. Święci się nią w czasie świąt wielkanocnych izby, potrawy, obejścia, a nawet pola. Używało się jej również przy narodzinach i przy śmierci, gdyż przypisuje się jej cudowne właściwości i moc odpędzania zła.
Wielka Sobota od średniowiecza była dniem święcenia potraw wielkanocnych. Święcenie obywało się z reguły w kościele po porannym nabożeństwie. W skład święconego wchodziły obowiązkowo jaja, chleb, sól, ser, masło, szynka, kiełbasy i ciasta. Trzeba dodać, że ludność niemiecka zamieszkała na Śląsku nie praktykowała święconego, również Ślązacy nie wszędzie stosowali je powszechnie - w byłych powiatach opolskim, kozielskim czy strzeleckim święcone było znane od dawna, choć nierespektowane wszędzie, w oleskim utrzymuje się, że zwyczaj ten istnieje dopiero od zakończenia wojny, a kultywują go głównie chłopi ze wschodu. W przemysłowej części Górnego Śląska święcone nie było znane.
Obecnie święcone jest raczej skromne i ogranicza się do najbardziej charakterystycznych potraw - chleba, wędlin, jaj (kroszonek), chrzanu, pieprzu i soli, czasem masła i sera "aby tego nie brakło w ciągu roku".
Do podstawowych składników święconego należy jajko, które dawniej miało związek z magią i kultem zmarłych, budzeniem się życia. Współcześnie ma ono częściej znaczenie wyłącznie dekoracyjne i towarzyskie, zabawowe.



Wielkanoc

Na obydwa dni świąt wielkanocnych przypada cały szereg zwyczajów ludowych, z których część jest aktualna do dziś.

Niedziela wielkanocna, czyli Wielka Niedziela, ma na ogół przebieg uroczysty i poważny. Podobnie jak pierwsze święto Bożego Narodzenia spędzano je wyłącznie w gronie rodzinnym. Święto rozpoczyna się uroczystą rezurekcją, która odbywa się wczesnym rankiem.
Z niedzielą wielkanocną wiążą się rozmaite, choć nie tak liczne, jak bożonaro- dzeniowe, wierzenia i zabiegi medyczne. Należy do nich spotykany również w innych rejonach kraju, zwyczaj ścigania się furmanek wiozących gospodarzy z rezurekcji, choć obecnie furmanki zastępowane są samochodami. Również piesi ścigają się, kto szybciej dojdzie do domu - zwyczaj ten wyrósł na podłożu gospodarczym, ponieważ uważano, że kto pierwszy wróci do domu, ten najwcześniej ukończy żniwa. Innym przesądem dotyczącym urodzaju jest przekonanie, że gospodarz nie powinien się kłaść spać pierwszego dnia Wielkanocy, ponieważ zboże może "się wylec".
Popularny w innych regionach Polski zwyczaj dzielenia się jajkiem i składania sobie życzeń tuż przed śniadaniem wielkanocnym nie był na Śląsku powszechnie znany, praktykowano go jednak w wielu wsiach Opolszczyzny. Jajko dzielił z reguły gospodarz, ojciec rodziny, współcześni czyni to zwykle gospodyni. Każdy z domowników otrzymywał cząstkę jajka.
Do śniadania siadano z wielką ochotą, ponieważ po długim poście wszyscy chcieli jak najprędzej zjeść potrawy z suto zastawionego stołu. W rejonach, gdzie święcono pożywienie starano się spożywać przede wszystkim potrawy poświęcone. Uroczysty i poważny charakter posiłku wielkanocnego kazał dawniej Ślązakom nie pić w jego trakcie alkoholu.
Podobnie jak w innych rejonach Polski ze spożywaniem święconego wiązało się wiele wierzeń i praktyk. Powszechnie przestrzegano zasady, aby święconego nie wyrzucać ani poniewierać - poświęcone winno być zjedzone do ostatniej okruszyny, a skorupki zakopywano w ogródku, aby się nie poniewierały i żeby wszystko dobrze rosło, nieraz dawano je kurom, żeby dobrze się niosły. Kawałek ciasta świątecznego lub resztki ze śniadania wielkanocnego dodawano do paszy dla bydła.
Najdawniejsze wzmianki dotyczące stołu wielkanocnego mówią o chlebie, soli, jajkach, wędzonce, chrzanie i winie oraz specjalnie pieczonych ciastach (struclach i babach zwanych buchetkami). Później pojawiły się baranki albo zające z ciasta i wielkanocny wieniec. Suto lakierowany baranek z ciasta królował na stołach, choć na Opolszczyźnie często pierwszeństwo dawano zajączkowi. Nieraz pieczono po kilka lub kilkanaście małych zajączków, którymi obdarowywano dzieci chodzące po dyngusie.
Piecze się również wielkanocny wieniec, czyli drożdżową plecionkę, którą stawia się na stół wypełniony kolorowymi kroszonkami i ozdobiony gałązkami bukszpanu. Na każdym śląskim stole stały również kołacze, dawniej pieczone zwykle tylko z posypką, obecnie są jeszcze nadziewane serem, makiem, jabłkami itd.
Charakterystycznym pieczywem wielkanocnym są małe chlebiki, w które zawija się kawałki szynki lub kiełbasy, zwane szołdrami (na Górnym Śląsku - szczodrami lub sodrami). Tymi chlebkami obdarowywały dziewczęta (razem z kroszonkami) chłopców, którzy przychodzą po dyngusie.
Zabawą dziecięcą, która nadal ma wielu zwolenników jest "szukanie zajączka" lub malowanych jajek. Prawdopodobnie jest to zwyczaj pochodzenia niemieckiego, a na Śląsku pojawił się po I wojnie światowej. Polega on na ukryciu przez dorosłych w ogródku, na łące lub w pobliskim lesie "gniazdka zająca" z kroszonkami lub łakociami. Na jego poszukiwanie udają się dzieci po śniadaniu lub po południu w niedziele wielkanocną.

Zabawą chłopców było kulanie jajec z górki, która polegała ona na staczaniu z górki (po ziemi lub desce) kroszonki w kierunku wgłębienia, tzw. ducki wyżłobionego w ziemi. Wygrywał ten, którego jajko trafiło do ducki, a nagrodą były wszystkie jajka, które potoczyły się w innym kierunku. Po ostatniej wojnie pojawiła się zabawa polegająca na stukaniu kroszonek - zwyciężał ten, czyje jajko pozostało całe.
Zwyczajem, który przetrwał do dziś w niewielu wsiach było objeżdżanie pól na koniach przez gospodarzy w pierwsze lub drugie święto Wielkanocy. Zwyczaj ten przetrwał w Sternalicach w oleskim i w Pietrowicach Wielkich w raciborskim , gdzie procesja odbywała się w poniedziałek wielkanocny.W Pietrowicach na czele procesji za krzyżem i za chorągwiami jadą najpierw synowie chłopscy, a dopiero za nimi żonaci mężczyźni. Pochód kieruje się w stronę kościoła św. Krzyża. Po odprawianiu modlitw (różańca i litanii) procesja wracała skrajem pól pietrowickich na nabożeństwo do kościoła parafialnego.



Poniedziałek wielkanocny - śmigus-dyngus
Poniedziałek wielkanocny kontrastował swym charakterem z poprzednim dniem - w przeciwieństwie do poważnego nastroju niedzieli był on dniem zabaw i wzajemnych odwiedzin. Najbardziej znaną i praktykowaną po dziś dzień zabawą jest oblewanie wodą kobiet i dziewcząt (a więc "sił rodzących") - zwyczaj bardzo dawny i popularny na całym Śląsku. Śmigus - dyngus był i jest różnie nazywany: dyngus, śmigus, śmirgust, sikacz, sikanie, lanie, oblewanie, lany poniedziałek. Jego początki sięgają pogaństwa, a były one elementem święta agrarnego.
Obrzędowe oblewanie czy rozpryskiwanie wody miało charakter wegetacyjny
i głębszy sens obrzędowy : sprowokowanie lub zaklęcie przyrody, aby sprzyjała ludziom i ich pracy na roli. Kościół przejął ten obrzęd nadając mu chrześcijańskie zabarwienie, choć długo go zwalczano, również metodami administracyjnymi, ponieważ zwyczaj ten był często przyczyną zachorowań, a nawet zgonów kobiet, zwłaszcza dziewcząt nurzanych czy pławionych w zimnej wodzie.. Do dziś zwyczaj ten przetrwał w złagodzonej i ucywilizowanej formie, choć w niektórych wsiach nadal praktykowane jest oblewanie do suchej nitki.
Obydwa terminy - śmigus - dyngus pierwotnie oznaczające odmienne zwyczaje (dyngusować - otrzymywać wykup, śmigus - uderzenie gałązka wierzbową i oblewanie wodą) od dawna przybrały wspólne znaczenie. Zwyczaje te faktycznie się połączyły, tzn. polewanie wodą i chłostanie (uderzanie) gałązkami oraz obdarowywanie polewających.

Smaganie "bacikiem" podczas dyngusu praktykowane w opolskim mogło polegać na "biciu" rózgami dziewcząt przez chłopców lub odwrotnie - w zależności od zwyczaju w danej wsi.
Dziewczęta obdarowywały oblewających ich kawalerów kroszonkami, których kolory i wypisane sentencje miały znaczenie informacyjne o zamiarach i nadziejach dziewczyny wobec chłopaka. Dyngus stawał się również okazją do rozpoczęcia oficjalnych zalotów. W ten sposób obrzęd nabierał dodatkowego znaczenia społecznego.

Polanie wodą, nawet przesadne, było uważane za wyróżnienie i przejaw sympatii, podobania się i ogólnego uznania - najbardziej mokra panna miała powody do uważania się za najbardziej podobającą się kawalerom. Pominięcie przez dynguśników domu, w którym niekoniecznie mieszkała panna na wydaniu było uważane za dyshonor dla domowników. Dyngus był więc rodzajem oceny moralnej ludzi.
W poniedziałek wieczorem urządzano w wielu wsiach zabawy ludowe, które spotyka się jeszcze współcześnie.





ŹRÓDŁO: 

zwyczaje i obrzędy doroczne na śląsku - Muzeum Wsi Opolskiej

www.muzeumwsiopolskiej.pl/sites/default/files/page/.../zwyczaje.doc?...

środa, 27 lutego 2013

Dzwon z kościoła p w. św. Marcina Biskupa w Starym Lesie - "Wołacz" (1585 r.)

Dzwon z kościoła pw. św. Marcina Biskupa w Starym Lesie - "Wołacz" (1585 r.)







Pierwotnie w Starym Lesie zamontowane były III dzwony. I dzwon zwany Maryjnym pochodził z 1505 roku, był to najmniejszy dzwon, używano go w celu ogłoszenia śmierci. II dzwon zwany św. Marcinem pochodził z 1938 roku, był to największy dzwon i używany był jedynie w czasie wielkich uroczystości. Obydwa dzwony zostały w czasie II Wojny Światowej zdemontowane i wywiezione w celu przetopienia. III dzwon zwany Wołaczem pochodzi z 1585 roku i stosowany był codziennie. W wideo powyżej możemy go posłuchać i zobaczyć. 

piątek, 25 stycznia 2013

Niezwykła architektura, ukryte skarby i mroczne tajemnice. Polska też ma swój Rzym, niedaleko, na Opolszczyźnie. Joanna Lamparska przemierza Szlak Czarownic


Nysa

Biskup Jan Baltazar Liesch von Hornau, jak na miecz boży przystało, nie miewał wątpliwości. Z niezwykłą zawziętością tępił plagę czarostwa, która podstępnie nawiedziła Nysę, stolicę księstwa biskupiego znajdującego się wówczas w granicach ziem habsburskich. Żeby pewne sprawy przyspieszyć i uprościć biskup kazał zbudować piec do palenia czarownic.
Urządzenie to miało żelazne drzwi, było zrobione z cegły lub z kamienia. Niektóre źródła podają, że w ciągu pierwszego roku spalono w nim 42 osoby. Nie wiadomo, czy ofiary trafiające do pieca jeszcze żyły, czy też wcześniej zostały ścięte albo uduszone. Wielki pogrom czarownic w księstwie nyskim osiągnął swoje apogeum w XVII wieku.
Tamte wydarzenia upamiętnia dziś Szlak czarownic po polsko-czeskim pograniczu, który po polskiej stronie wiedzie z Paczkowa, przez Otmuchów, Nysę, następnie Głuchołazy, żeby po czeskiej stronie skończyć się aż Mohelnicach. To około 170 km. Na szlaku stoją tablice, które opisują tragiczne wydarzenia sprzed wieków. Natomiast w Muzeum w Nysie czynna jest wystawa o historii procesów czarownic.
Biskup czarownikiem
Czarownice to atrakcyjny temat. Teksty o kobietach zajmujących się magią ilustrują na ogół zdjęcia uśmiechniętych przebierańców, którzy wywijają miotłami, albo na odwrót, stare ryciny pokazujące przerażające stosy. Pierwszy obrazek jest nieco zabawny, drugi często sensacyjny. Ale tak naprawdę, rzadko kto zdaje sobie sprawę z tego, jakie tragedie kryją się za tymi obrazkami. Dramaty kobiet, ich rodzin, wiosek, w których mieszkały. Korupcja sędziów, ich zakłamanie i chciwość.
Jednak jadąc wzdłuż szlaku czarownic łatwo o tym zapomnieć. Dookoła piękne widoki, trasa wiedzie m.in. przez Jeseniki, w okolicy nie brak malowniczych wiosek, miłych zajazdów i innych atrakcji. Kiedy jednak przystaję w niewielkich Vernirovicach i przed urzędem gminy zaczynam czytać informacje na stojącym tu pomniku, atmosfera sielanki natychmiast pryska.
Jesenik
7 sierpnia 1679 roku została tu żywcem spalona Marina Schuchova – miejscowa żebraczka. Kilka miesięcy wcześniej przyłapaną ją w kościele św. Wawrzyńca w Sobotinie na próbie kradzieży hostii. Śmierć Mariny zaczęła lawinę procesów czarownic w tym regionie. W ciągu kolejnych osiemnastu lat życie straciły tu sześćdziesiąt trzy osoby.
W Nysie zaczęło się jeszcze wcześniej. Już w 1622 roku przed Bramą Wrocławską została powieszona Barbara Schmiedowa z Jesenika. Mąż oskarżył ją o czary i to, że usiłowała go otruć. Co ciekawe, Barbarę wskazał już na łożu śmierci. Czarownica podczas tortur wyznała, że ukochanemu podawała zatruty ser, a przy okazji rzucała uroki na krowy. Kaci wydusili z niej również zeznania obciążające kolejne pięć kobiet. Wkrótce zostały spalone na stosie.
W Muzeum w Nysie dowiaduję się, że najwięcej ofiar w tych rejonach straciło życie w latach 1622, 1639-42 i 1651-52. Podczas polowania na kochanice diabła zginęło około ogółem 250 kobiet, choć uważa się, że mogło ich być nawet cztery razy więcej. W starych dokumentach pojawiają się również informacje o dzieciach, dziewięciolatku i dwulatku, które zostały tu stracone, jednak większość historyków cyfry 9 i 2 przy nazwiskach skazanych interpretuje jako liczbę lat, przez które rzekomo współpracowali z diabłem.
Do oskarżenia wystarczyło być córką czarownicy. Tak zawędrowała przed sąd osiemnastolatka ze Zlatych Hor, której mama została uznana za winną rzucania uroków. Ileż strachu, łez, cierpienia jest za tymi historiami sprzed wieków. Jak na ironię, dostało się również gorliwemu biskupowi Lieschowi von Hornau, inicjatorowi pieców spalającychsprawiedliwie skazanych zwolenników diabla, czarownic i złych duchów. Oskarżeni zapytani o największego czarownika, wskazali właśnie na niego. Diabeł musiał się uśmiechnąć pod nosem.
Szlakiem czarownic
Tak sobie myślę, że Szlak Czarownic po polsko-czeskim pograniczu to tak naprawdę szlak niewinnych ofiar, umęczonych w imię... no właśnie, czego?. Zapytałam dr Jerzego Kaweckiego z wrocławskiego Zakładu Medycy Sądowej, jak wyglądało to umieranie na stosie. I mi opowiedział: W płomieniach nie miały czym oddychać, powstawały bolesne oparzenia dróg oddechowych. Po zapaleniu stosu przez kata, najczęściej w kilku miejscach i gwałtownego rozprzestrzeniania się ognia, ofiara w miarę szybko traciła przytomność, ale te kilkadziesiąt sekund, a co najwyżej kilka minut, zanim płomienie ogarnęły ciało, wydawały się męką bez końca.
Biorąc pod uwagę fakt, że oskarżenie o uprawianie czarów często miało mocny podtekst finansowy - majątek ofiary zgarniali: gmina, biskup i sędziowie - trudno czasami delektować się pięknymi widokami z pełnym spokojem. Ale szlak czarownic warto odwiedzić bez względu na poziom wrażliwości. Co prawda, pomyślany jest jako szlak rowerowy, ale można go również zwiedzać samochodem, albo - jak kto woli – pieszo.
Pierwszym, obowiązkowym punktem, który pozwoli zrozumieć, po co ten szlak został stworzony jest Muzeum w Nysie. To tutaj mieści się wystawa poświęcona czarownicom. Również samo miasto ma wiele uroku. Od wieków Nysę nazywano Śląskim Rzymem, choć nie wiadomo kto i kiedy wymyślił to określenie. Wiadomo jednak dlaczego. Przez kilka wieków swoją siedzibę mieli tu wrocławscy biskupi. Ten swój urok Nysa zawdzięcza jednak nie tylko zabytkowym budowlom. Dodatkową atrakcją jest jezioro o powierzchni 22 km kw, zwane Nyską Riwierą. Ale piaszczyste plaże i widok na Góry Opawskie to jeszcze nie wszystko. Można tu również szukać skarbów oraz penetrować podziemia.
Nie minął jeszcze wiek od czasu, gdy zgasły ostatnie stosy, a w Nysie zaczęła powstawać twierdza, której budowę nadzorował osobiście Fryderyk Wielki. Z tego powodu odwiedzał miasto aż czterdzieści razy. Jądro cytadeli stanowiła budowla o kształcie pięcioramiennej gwiazdy z piętrowymi schronami. Otacza ją szeroka fosa. Nyski fort znacznie wyprzedził swoją epokę, zaś jego plany były tak tajne, że ich autor został uwięziony w twierdzy Magdeburg, którą zresztą sam zbudował. A może rzeczywiście słusznie odcięto mu kontakt ze światem?
Legendy mówią o nieznanych do dzisiaj przejściach pod twierdzą, a także o rzekomo ukrytych tu skarbach. Kilka lat temu do Urzędu Miejskiego w Nysie zgłosił się nawet informator, który twierdził, że w podziemiach znajduje się studnia z kosztownościami, jednak ekipie eksploracyjnej nie udało się nic odnaleźć.
Takie opowieści ubarwiają, oczywiście, obraz miasta, choć najczęściej są tylko legendami. I, o ile Nysa jest Śląskim Rzymem, to pobliski Paczków od którego zaczyna się Szlak Czarownic okrzyknięty został Śląskim Carcassonne. Miasto otaczają mury obronne o długości 1200 metrów. W niektórych miejscach mają siedem metrów wysokości, choć dawniej sięgały nawet dziewięciu.
Niegdyś posiadały blanki zza których, w razie potrzeby, mieszkańcy mogli bronić się i razić pociskami oblegających. Spacer po mieście daje wyobrażenie, jak potężne były niegdyś fortyfikacje. Ich pozostałością jest dziewiętnaście baszt i trzy wieże bramne: Ząbkowicka, Kłodzka i najpotężniejsza z nich, Wrocławska. Odbudowana została w 1462 roku i ma 23 metry wysokości. Jest udostępniona do zwiedzania, roztacza się z niej piękny widok na miasto.

Po czeskiej stronie
Mój ulubiony przystanek przy Szlaku Czarownic to Rejwiz. Choć leży nieco na uboczu, w pobliżu Jesenika, zawsze tutaj na chwilę muszę zboczyć. Jedna z legend mówi, że w lasach Rejwizu ukrywały się kiedyś diabły. Tutaj spotykały się z nimi czarownice. Inna legenda wspomina, że dawno, dawno temu było sobie miasto Hunogrod. Jego mieszkańcy mieli wszystko, aby czuć się szczęśliwymi. Niestety, ich grzeszne życie spowodowało, że miasto zapadło się i pokryło wodą. Od tej pory poszukiwacze wierzą, że na torfowiskach w okolicy Rejwizu mogą trafić na bezcenne skarby, a przepiękny rezerwat jest idealnym miejscem na tajemne spotkania.
Sam Rejwiz to niewielka, ale bardzo urokliwa miejscowość, pełna starych, drewnianych domków. Po II wojnie światowej przesiedlono tu słowackich emigrantów z Rumunii, a potem greckich emigrantów politycznych. Najbardziej niezwykłe miejsce w wiosce to pensjonat Rejwiz, który przed wojną zwany był Dworkiem Pasterza z Jeziora. Budynek ten należał do braci Brunerów, którzy stałym gościom proponowali wyrzeźbienie ich podobizn na krzesłach. Pomysł był iście szatański, jeżeli gość chciał mieć swoje krzesło, musiał za nie zapłacić, siedzieć na krześle mógł natomiast każdy.
Dziś te niezwykłe dzieła sztuki – to naprawdę są dzieła sztuki - eksponowane są w specjalnej sali, w pensjonacie natomiast znajdują się pokoje gościnne i bardzo, ale to bardzo klimatyczna restauracja, która wygląda tak, jak każdy przyjezdny czeską restaurację może sobie wyobrazić. Trudno się więc dziwić, że po wojnie funkcjonował tu ośrodek wypoczynkowy ministerstwa spraw wewnętrznych Czechosłowacji, a od 1962 roku schroniskiem zarządzały Rewolucyjne Związki Zawodowe. To ówczesny kierownik stworzył ekspozycję krzeseł i innych prac rzeźbiarskich Brunerów.
I zrobiło się miło, prawda? Ale to ciągle Szlak Czarownic...



Joanna Lamparska


Joanna Lamparska - znana dziennikarka, podróżniczka, współpracownik National Geographic,  autorka wielu książek o Dolnym Śląsku przemierzyła Szlak czarownic a efektem jest ciekawy artykuł, w którym zachęca do zwiedzenia pogranicza nysko-jesenickiego.

wtorek, 22 stycznia 2013

Sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia Stary Las za rok 2012


Sprawozdanie z działalności Stowarzyszenia Stary Las za rok 2012



Stowarzyszenie Stary Las zostało zarejestrowane w KRS 06.03.2012 r. Rejestracja była finalizacją wcześniejszych działań (stworzenie statutu, zebranie założycielskie, itp.) podjętych w celu założenia stowarzyszenia. Po dokonaniu wpisu w KRS, podjęto działania związane z nadaniem numeru REGON oraz NIP. Ostatnim działaniem było założenie rachunku w Banku Spółdzielczym w Głuchołazach.
Stowarzyszenie Stary Las w 2012 roku zajmowało się następującymi kwestiami:
  1. Rewitalizacja dawnego grodziska:
  • przekazanie terenu na którym znajduje się grodzisko z własności ANR na własność Gminy Głuchołazy,
  • załatwienie dotacji na wycinkę i porządkowanie obszaru grodziska z ANR wysokości 10 tys złotych, (dotacja przekazana na gminę, gmina przekazuje na rewitalizowany obiekt),
  • wycinka drzew i krzewów na obszarze grodziska dokonana przez firmę: „Spółka Wodna”.
    1. Nadzór nad przekazaniem budynku gospodarczego przy plebani na mienie gminy oraz prowadzenie dalszych kroków w celu przekształcenia budynku w budynek użyteczności publicznej dla wioski.
    2. Zapytanie do Gminy Głuchołazy o interwencje związana z fatalnym stanem dachu na tzw. świetlicy i remizie strażackiej.
    3. W ramach „Odnowy Wsi” zakończenie budowy centrum sportowo-wypoczynkowego w Starym Lesie.
    4. Uczestnictwo w dniach powiatu w Nysie i prezentacja sołectwa wraz przedstawicielstwem KGW Stary Las.
    5. Prowadzenie strony internetowej sołectwa oraz pomoc w prowadzeniu strony parafialnej.
    6. Pomoc przy ubieganiu się przez parafie o darowizny dla dzieci i młodzieży.
    7. Prowadzenie prac porządkowych na obszarze sołectwa.
    8. Współpraca z parafią pw. św. Marcina Biskupa w Starym Lesie, Kołem Gospodyń Wiejskich w Starym Lesie, Ochotniczą Strażą Pożarną w Starym Lesie oraz Publiczną Szkołą Stowarzyszeniową w Starym Lesie.

Stowarzyszenie Stary Las nie miało przychodów w roku 2012. Wydatki wynosiły 54 zł i były związane z prowadzeniem rachunku bankowego.

Dziękuję wszystkim osobom za udzieloną pomoc.


Prezes Stowarzyszenia Stary Las
Mateusz Wróbel

Zebranie - Kanalizacja

Dnia 21 stycznia 2013 roku w szkole podstawowej w Starym Lesie odbyło się zebranie związane z budową kanalizacji w Starym Lesie. Na zebraniu obecni byli: wiceprezes "Wodociągów", przedstawiciele firmy wykonujacej inwestycje, sołtys oraz liczne grono mieszkańców. Podczas zebrania wiceprezes "Wodociągów"  czyli firmy  zlecającej inwestycje, przedstawił formalna-prawne zagadnienia związane z  jej budową. Wytłumaczył dlaczego Stary Las zostanie tylko częściowo (jak na razie) skanalizowany i jaki jest harmonogram prac. Przedstawiciele firmy przedstawili z kolei jak będzie wyglądać budowa oraz prosili o wyrozumiałość dla utrudnień jakie będą podczas budowy. 
Na koniec zebrania, osoby które zostaną podłączone do sieci kanalizacyjnej otrzymały umowy, które stanowią prawną zgodę na pozyskiwanie dofinansowania do budowy przyłączy oraz samą budowę kanalizacji na ich terenie.  
W skrócie:

  1. 2013 roku skanalizowane zostaną domy: 21-58 oraz 130-170.
  2. Firma rozpoczyna pracę wraz z końcem zimy (prawdopodobnie marzec) i kończy pracę w grudniu 2013 roku.
  3. Uruchomienie kanalizacji nastąpi około 3-4 miesiące od zakończenia robót przez firmę.
  4. Przyłącze budowane są indywidualnie z możliwością wsparcia z NFOŚiGW co związane jest z podpisaniem umowy z "Wodociągami" oraz przyjęciem firmy pochodzącej z przetargu. Dofinansowanie wynosi 55 % kosztów inwestycji, z czego 10 % pochodzi z gminy oraz od inwestora.
  5. Indywidualne wykonanie przyłączy, bez pomocy gminy związane jest z zakupem projektu od "Wodociągów", koszt 600 zł, oraz wykonaniem, a następnie odbiorem przez organ kontrolujący inwestycje.
  6. Firma wykonująca buduje jedynie główną nić kanalizacji tzw. do posesji

środa, 9 stycznia 2013

Pomóż i Ty


I Etap rewitalizacji grodu

Na przełomie grudnia i stycznia 2012/2013 dobiegł końca pierwszy etap rewitalizacji grodu kasztelańskiego w Starym Lesie. Etap ten zakładał oczyszczenie terenu z zbędnych krzewów i drzew. Czyszczenie miało na celu ukazanie walorów krajobrazowych terenu, możliwość podjęcia dalszych prac rewitalizacyjnych: altana, miejsce na ognisko, ławki, tablice. Koszt czyszczenia obszaru wyniósł 10 tys. złotych. Pieniądze pozyskane zostały z Agencji Nieruchomości Rolnych w postaci bezzwrotnej dotacji.

PRZED CZYSZCZENIEM


 PO CZYSZCZENIU




więcej zdjęć: http://sdrv.ms/UJNXnl